Polityka

Zakusy PiS na samorządy. Nowa partia?

Możliwość wystawiania kandydatów do samorządów przez środowiska lokalne już wkrótce może odejść w zapomnienie. PiS chce bowiem wprowadzić wyłączność list partyjnych na stanowiska prezydentów miast i do sejmików wojewódzkich. Co w tej sytuacji mogą zrobić niezależni samorządowcy? Założyć partię.

 

Tylko około 1/5 zarządców gmin (wójtów, burmistrzów, prezydentów) pochodzi z list partyjnych. Reszta – ponad 2 tysiące – to przedstawiciele lokalnych komitetów wyborczych. Wygląda na to, że nie lubimy partii, więc nawet ci związani z jakąś przed wyborami odrywają się od macierzy, aby pokazać swoją niezależność.

 

Tymczasem jedna z propozycji opracowywanej właśnie przez PiS nowelizacji ordynacji wyborczej do samorządów dotyczy ograniczenia zgłaszanych kandydatur do list partyjnych – przynajmniej w miastach na prawach powiatu i w sejmikach wojewódzkich. Inne pomysły partii rządzącej to zasada dwukadencyjności rządzących gminami oraz podniesienie do 10% progu wyborczego.

 

Ograniczenie kadencji to wylewanie dziecka z kąpielą, obywatel zostaje pozbawiony możliwości wyboru dobrego, sprawdzonego, kompetentnego zarządcy, tylko dlatego że przekroczył on wymóg formalny. Jeśli uznać, że dwukadencyjność jest lekarstwem na patologię, to należałoby wprowadzanie jej zacząć od sejmu. Można jednak podejrzewać, że celem zmian jest wyeliminowanie konkurencji w dużych ośrodkach miejskich, gdzie tradycyjnie PiS ma mniejsze poparcie.

 

Z kolei podniesienie poziomu progu wyborczego trudno komentować inaczej niż jako walkę PiS z konkurencją mniejszych partii. Ostatnie wybory parlamentarne pokazały, że próg pięcioprocentowy został łatwo sforsowany przez Kukiz’15, o włos był Korwin, a i Razem niewiele brakowało. Wyeliminowanie tego zagrożenia przed wyborami samorządowymi leży w interesie PiSu, PO i może jeszcze PSL. Co do reszty – mysz się nie prześlizgnie.

 

Te trzy elementy ostatecznie odbierają obywatelom jakikolwiek wpływ na kształt samorządów, listy partyjne zaś odbierają decyzyjność samym samorządom. To szefowie partii decydują o wystawieniu i poparciu kandydata w zamian za lojalność. Proces centralizacji zostaje zamknięty.

 

W tym kontekście rozważanie powołania partii politycznej przez pozapartyjnych samorządowców wydaje się całkowicie zrozumiałe. – Nie chodzi o wzniosłe idee czy program, lecz o umożliwienie startu tym, którzy dotąd kandydowali z niezależnych komitetów, a teraz mogą takiej szansy nie mieć – tłumaczy “Dziennikowi Gazecie Prawnej” jeden z samorządowców. – Jeśli będą listy partyjne, nie będziemy mieli wyjścia.

 

Czy jednak utworzenie partii wydmuszki jest dobrym pomysłem? Czy nie będą jej dotyczyć patologie systemu partyjnego? Czy po ewentualnym zwycięstwie nie pojawi się pomysł o wejściu do sejmu, zdobyciu subwencji, a wówczas rozpocznie się walka o władzę? Czy jej przedstawiciele nie zapomną, że ich droga zaczęła się od walki o decentralizację? Jednym słowem: Czy nie o to właśnie chodzi legislatorom – o upartyjnienie wszystkich?

 

Źródło: www.gazetaprawna.pl

Komentarze

Komentarze