Gospodarka Prawo Wiadomości

Zakaz handlu w niedzielę uderzy w zwykłych ludzi?

zdjęcie: Alper Çuğun/flickr

 

W piątek 2 września na ręce marszałka sejmu Marka Kuchcińskiego złożył projekt zmian w przepisach Komitet Inicjatywy Ustawodawczej Ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele. Podpisy pod projektem były zbierane przez NSZZ „Solidarność” od czerwca przy wsparciu części Kościoła. Komitet zebrał pod ustawą kilkaset tysięcy podpisów.

 

Zgodnie z projektem zakazany miałby być handel od godziny 6. rano w niedzielę i trwać do godz. 6. w poniedziałek. Zakaz ma nie obejmować wszystkich punktów sprzedaży. Handlować w ostatni dzień tygodnia mogłyby stacje benzynowe, kwiaciarnie, piekarnie, apteki, sklepy z pamiątkami i dewocjonaliami , te usytuowane na dworcach i lotniskach oraz osobiście właściciel sklepu osiedlowego o powierzchni do 50 m kw., o ile nie jest właścicielem sklepu franczyzowego. W projekcie proponuje się także ustanowienie siedmiu tzw. niedziel handlowych w ciągu roku poprzedzających duże święta. Zakazana ma być również praca w magazynach czy centrach logistycznych. Za złamanie przepisów projekt przewiduje karę grzywny lub pozbawienia wolności do lat dwóch.

 

Alfred Bujara, przewodniczący Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ w wywiadzie dla Wirtualnej Polski przeprowadzonym jeszcze na początku zbiórki podpisów powiedział, że poparcie dla ustawy na spotkaniach ze związkowcami wyrazili politycy PiS: Jarosław Kaczyński, premier Beata Szydło oraz prezydent Andrzej Duda, jednak zapowiedzieli brak dyscypliny partyjnej w tej sprawie. Marszałek Kuchciński oświadczył, że uczyni wszystko, by Sejm zajął się rozpatrzeniem inicjatywy bez zbędnej zwłoki. Zakaz publicznie poparł wicepremier Mateusz Morawiecki. Minister finansów Paweł Szałamacha zapytany w poniedziałek o nowy pomysł powiedział – Na początek najlepiej byłoby wprowadzić zakaz handlu tylko w pierwszą niedzielę miesiąca i obserwować efekty przez dwa lata.

 

Pomysł uzasadniany jest względami kulturowymi oraz „potrzebą posiadania przez pracowników wolnej niedzieli”, na co wskazują badania sondażowe przeprowadzone przez związki zawodowe wśród pracowników sklepów. Jednak okazuje się, że zakaz wcale nie gwarantuje dnia wolnego od pracy w niedzielę. Jacek Sierpiński w analizie dla Stowarzyszenia Libertariańskiego zauważa – projekt nie wychodzi naprzeciw potrzebie posiadania wolnej niedzieli przez pracowników jako takich, a jedynie przez pracowników zatrudnionych w handlu. – Działacz wolnościowy wytknął autorom projektu również sprzeczność z zakładanym celem walki z konsumpcjonizmem, wskazując na to, że przecież autorzy ustawy w innym miejscu uzasadnienia piszą: „Zamknięcie większości placówek handlowych w niedzielę daje nowe możliwości dla obszaru kultury. Konsumenci z centrów handlowych przeniosą swoje zainteresowania i potrzeby na korzystanie z lokali gastronomicznych, parków, przestrzeni miejskich.” Sierpiński zatem retorycznie pyta – czy to, że ludzie pójdą w niedzielę do pubu, kina, na koncert czy festyn zamiast do sklepu będzie tak naprawdę oznaczało ograniczenie konsumpcjonizmu?

 

Projekt związków zawodowych jest szeroko komentowany przez media i ekspertów organizacji pozarządowych. Znany publicysta prawicowy Rafał Ziemkiewicz na facebooku mocno skrytykował pomysł:

„Idea przepychanego przez NSZZ Solidarność przy życzliwości PiS zakazu handlu w niedzielę jest taka, żeby pracownicy sklepu mieli dzień święty dla siebie. Żeby w niedzielę mogli pójść całą rodziną do restauracji, na mecz, do kina, zabawić się na festynie albo nawet wyjechać gdzieś na weekend. I niech ich tam obsługują kelnerzy, kucharze, bileterzy i inni frajerzy, którzy nie należą do związków zawodowych, a w każdym razie nie stali się ostatnio jedną z głównych grup płacących w tej anachronicznej instytucji składki.

Przecież wiadomo, że sklepy nie są dla kupujących, tylko dla pracowników. Tak jak fabryki nie są po to, by produkować rzeczy potrzebne konsumentom i atrakcyjne dla nich, tylko po to, by zabezpieczyć byt robotników. A szkoły nie po to, by dobrze uczyć, tylko po to, żeby zatrudniać nauczycieli i dawać im przywileje zagwarantowane stosowną kartą. Odkąd komuna postawiła świat na głowie, są to rzeczy oczywiste dla każdego socjalisty – obojętne, bezbożnego z PO czy pobożnego z PiS.”

 

Bloger i członek Stowarzyszenia Libertariańskiego Rafał Trąbski z kolei skomentował projekt od strony filozoficzno-moralnej:

„Jest wielu młodych, niewykwalifikowanych, ubogich, zarabiających niewiele pieniędzy pracowników. Tylko ktoś oderwany od realiów rynku pracy, powiedzmy osoba żyjąca z wysokiej pensji związkowca, może wpaść na pomysł, aby pomagać tym ubogim pracownikom poprzez… zakazanie im pracy.

[…]

Nie ma najmniejszej potrzeby ani usprawiedliwiania dla przymusowego zmieniania stylu życia wielu ludzi wbrew ich woli i interesowi. Jeżeli ktoś istotnie wyżej ceni sobie dzień wolny w niedzielę od kilkudziesięciu złotych w portfelu więcej, to zwyczajnie wybierze taką pracę, w której się w niedziele nie pracuje, albo zamieni się z innym pracownikiem etc. Ludzie nie są przymusowo przydzielani w tym kraju do miejsc pracy, tylko mogą swobodnie przyjmować jedne oferty pracy a inne odrzucać.”

 

Eksperci badający problem są niemal zgodni, że zakaz handlu w ostatni dzień tygodnia źle odbije się na gospodarce. Szacuje się, że zwolnione zostanie 100 tys. pracowników. Do przewidywanych skutków ustawy dodaje się również wzrost cen oraz zatrzymanie rozwoju handlu i uprzywilejowanie części przedsiębiorców i pracowników kosztem innych. Z sondażu CBOS, zrealizowanego w lutym 2015 roku wynika, że 71 proc. Polaków robi zakupy właśnie w niedzielę.

 

W przytoczonej wyżej analizie Jacek Sierpiński wymienia negatywne konsekwencje zakazu. Według niego projekt:

„1) Nie realizuje interesów, w tym deklarowanej „potrzeby posiadania wolnej niedzieli” większości pracowników.
2) Nie bierze pod uwagę możliwości zwolnień pracowników w wyniku skrócenia czasu otwarcia sklepów.
3) Dyskryminuje w zamierzony sposób różne kategorie pracowników i przedsiębiorców.
4) Uderza w interesy konsumentów, ograniczając im możliwość dokonywania zakupów w optymalnym momencie.
5) Jest projektem w zamierzeniu realizującym interesy przede wszystkim jednej wybranej grupy – części drobnych sklepikarzy, a przy okazji – części pracowników zatrudnionych w handlu.
6) Jest napisany w sposób wyjątkowo niechlujny i może doprowadzić do szeregu najprawdopodobniej niezamierzonych negatywnych zjawisk w sferze e-usług, działalności gastronomicznej, kulturalnej, rozrywkowej oraz umów sprzedaży zawieranych przez osoby prywatne.”

 

W innej analizie na pomyśle nie pozostawiają suchej nitki eksperci Forum Obywatelskiego Rozwoju Rafał Trzeciakowski i Maciej Orczyk: „Zakaz handlu w niedzielę chroni małe, niezależne, niewydajne sklepy przed konkurencją większych, bardziej produktywnych sieci, negatywnie wpływając na wydajność całego sektora handlu detalicznego.” Autorzy opracowania, opierając się na licznych badaniach empirycznych, wskazują na negatywne konsekwencje zarówno dla konsumentów jak i pracowników:

„Wzrosną koszty zakupów konsumentów ze względu na ponoszenie wyższych kosztów alternatywnych (klient nie będzie mógł zrobić zakupów kiedy jest to dla niego najbardziej wygodne) i potencjalnie wyższych cen (według badań empirycznych, restrykcje powodowały wyższe ceny w Niemczech, Holandii i Szwecji). Skutki zakazu będą różne dla poszczególnych grup klientów, odbijając się przede wszystkim na tych, którzy preferują zakupy w niedzielę, np. ze względu na nieelastyczne godziny pracy.

Większość badań empirycznych wskazuje na negatywny wpływ zakazu handlu w niedzielę na zatrudnienie. PwC (2015) na podstawie opinii branży przyjmuje spadek zatrudnienia o 62,3-85,5 tys. osób (7%), co jest spójne z efektem jaki Burda i Weil (2005) znaleźli w Kanadzie (5-12%). Wolniejszy wzrost produktywności sektora ograniczy tempo podnoszenia wynagrodzeń pracowników. Zakaz będzie miał nierównomierny wpływ na pracowników, odbijając się przede wszystkim na tych, którzy potrzebują pracować w weekendy, np. ze względu na studia. Według Państwowej Inspekcji Pracy, to w małych sklepach faworyzowanych przez zakaz handlu, najczęściej dochodzi do łamania praw pracowniczych i zasad BHP.”

 

Trzeciakowski i Orczyk powołują się również na doświadczenia innych krajów:

„Żadne państwo naszego regionu nie zakazuje handlu w niedzielę. Państwa Europy Zachodniej ograniczające handel w niedzielę, sukcesywnie liberalizują przepisy od ponad 20 lat. W ostatnich latach 7 państw członkowskich UE zniosło lub znacząco ograniczyło zakaz handlu w niedzielę. Węgry, które jako jedyne w ostatnich latach wprowadziły niedawno zakaz handlu w niedzielę, zniosły go po roku.”

 

Profesor ekonomii z Uniwersytetu z Białymstoku Robert Ciborowski w wywiadzie dla Kuriera Porannego tłumaczył nieuchronność zwolnień po wprowadzeniu zakazu – W tych sieciach gdzie największy obrót jest w niedzielę, to spadek obrotów będzie skutkował koniecznością obcięcia kosztów. A w Polsce największe są koszty osobowe. Więc na tym, mówiąc kolokwialnie, najczęściej się oszczędza. A zatem część osób będzie musiała pracę stracić. – dodał także – o tym, czy coś jest otwarte w niedzielę czy nie, powinien zawsze decydować właściciel. Jeśli ktoś prowadzi własną działalność gospodarczą, ma dużą firmę, sklep i chce go otworzyć w niedzielę, powinien móc to zrobić. Takie administracyjne traktowanie tych spraw, i to w ograniczonym zakresie, bo trafiamy z tym przepisem tylko do pracowników handlu, nie ma sensu.

 

Innego spojrzenia na pomysł „Solidarności” dokonał analityk Bankier.pl Michał Żuławiński. Według niego intencje projektodawcy są nieszczere, co można domniemywać po licznych manipulacjach forsujących projekt związków zawodowych. W artykule „Cztery mity o ograniczeniu handlu w niedziele” Żuławiński wytyka, podobnie jak Sierpiński, niekonsekwencję zwolenników zakazu, którzy z jednej strony rzekomo pochylają się nad losem kasjerek w sklepach, a z drugiej strony nie przeszkadza im to, że pozostali pracownicy dalej będą pracować w ostatni dzień tygodnia. Nie przeszkadza im również fakt, że spora część pracowników zostanie zwolniona.

 

Dziennikarz wskazuje również na naginanie rzeczywistości i dobieranie faktów pod tezę. Komitet zbierający podpisy chwali się wysokim poparciem społecznym dla projektu oraz powołuje się na doświadczenia krajów zachodnich. Żuławiński podkreśla, że przykłady zostały przedstawione wybiórczo a z badań sondażowych z zeszłego roku wynika, że większość Polaków nie ma nic przeciwko handlowaniu w niedzielę. Wiemy jedynie ile osób poparło zakaz, ale nie wiemy ile jest przeciwko i czy nie jest to większość. Żuławiński na koniec wyjawia prawdopodobnie prawdziwe intencje projektodawców:

„Projekt ustawy o ograniczeniu handlu w niedziele zawiera w sobie mnóstwo znaków zapytania. Jak uczy doświadczenie, jeżeli nie wiadomo o co, chodzi, to najczęściej chodzi o pieniądze. Wprowadzenie w życie projektu złożonego przez związkowców zrodzi jeden efekt – transfer części przychodów sklepów wielkopowierzchniowych czy sieci franczyzowych (tak, projekt zakazuje stanięcia za ladą sklepikarzowi, który jest ajentem Żabki) do kieszeni innych przedsiębiorców. Zyskać mogą także pracownicy sklepów objętych zakazem handlu, jednak tylko ci, którzy utrzymają swoje miejsca pracy – o los zwalnianych lub tych, którzy nie zostaną zatrudnieni, autorzy projektu ustawy zdają się nie martwić. O korzyściach dla konsumentów mówić nie można, bo ich po prostu nie ma – zakupy staną się droższe oraz mniej dostępne.”

 

Źródła: Money.pl , Bakier.pl, for.org.pl, slib.pl , wMeritum.pl, wolnaniedziela.pl, nto.pl, poranny.pl

Komentarze

Komentarze