Polityka Świat Wiadomości

W wyborach parlamentarnych na Islandii zwycięży być może Partia Piratów

zdjęcie: Bryan Alexander/flickr

 

W przedterminowych wyborach parlamentarnych na Islandii, które odbędą się w najbliższą niedzielę, sondaże dają pierwsze miejsce Partii Piratów, ugrupowaniu, które cztery lata temu jeszcze nie istniało, a obecnie ma zaledwie trzech posłów w parlamencie. Składa się z anarchistów, hakerów, libertarian i pasjonatów internetu, którzy ustalają kierunki działalności politycznej swojej organizacji poprzez internetowe ankiety. I oczekują od rządu, aby robił to samo.

 

“Ludzie chcą zmian i rozumieją, że musimy zmienić system, musimy zmienić sposób, w jaki tworzymy prawo.” – stwierdziła przywódczyni partii, 49 – letnia Brigida Jónsdóttir, programistka i była aktywistka portalu WikiLeaks. Jednym z głośnych postulatów partii jest udzielenie azylu, a nawet przyznanie obywatelstwa Edwardowi Snowdenowi, byłemu fachowcowi informatycznemu rządu USA, który ujawnił program masowego szpiegowania ludzi w internecie.

 

Zwycięstwo Piratów wydaje się możliwe, biorąc pod uwagę ostatnie wyborcze niespodzianki na świecie. Nie będzie również oznaczało jakiejś wielkiej rewolucji, wobec faktu, że Islandia jest małą i rzadko zaludnioną wulkaniczną wyspą. Nie posiada armii, a jej ekonomia oparta jest o rybołówstwo i turystykę. Ale może być eksperymentem pokazującym, jak dalece Europejczycy mogą się posunąć odrzucając polityków głównego nurtu.

 

Islandia jest, do pewnego stopnia, bardzo nietypowym miejscem na rewolucję polityczną. Jest to jedno z najbardziej pokojowych, najlepiej funkcjonujących państw w Europie, którego pierwszy parlament powstał ponad 1000 lat temu, w 930 roku, krótko po pojawieniu się pierwszych norweskich osadników. Ale również tam rozegrały się ostatnio konflikty polityczne i powstały siły antysystemowe, które zmieniły politykę na świecie. Kryzys w 2008 roku był tam bardzo ostry i tylko pomoc międzynarodowa uratowała wyspę przed kompletną zapaścią ekonomiczną. Kilku bankierów zostało skazanych i umieszczonych w więzieniu.

 

Radykalne nastroje odżyły znowu, kiedy zeszłej wiosny okazało się po aferze “Panama Papers”, że żona premiera posiada firmę z roszczeniami wobec islandzkich banków. Oznacza to konflikt interesów, na ulice wyszły więc w proteście tysiące ludzi, stanowili oni 7% ludności kraju. Premier podał się do dymisji i podjęto decyzję o rozwiązaniu parlamentu. Cynizm i niechęć wobec rządzących zaczęła się przekładać się na wysokie poparcie dla Piratów już od półtora roku. Piątego kwietnia, kilka dni po opublikowaniu “Panama Papers”, sondaż odnotował rekordowe 43% poparcia dla tej partii. Poza nimi, pojawiło się parę innych nowych ugrupowań.

 

Niektórzy mogą to uważać za żart, ale “żart jest lepszy niż to, co mamy teraz”, jak stwierdził Benedikt Jóhannesson, prezes lewicowo-liberalnej partii “Odrodzenie”, która ma szansę na wejście w koalicję rządową z Piratami. Szansę na pierwsze miejsce w wyborach, poza Piratami, ma centroprawicowa Partia Niepodległości, która walnie przyczyniła się do odrodzenia gospodarczego kraju po kryzysie z 2008 roku.

 

Partia Piratów wygłasza co prawda swoje poglądy dotyczące mniej istotnych kwestii politycznych, ale unika zajmowania stanowiska w sprawach fundamentalnych. Na przykład, nie jest ani zwolennikiem, ani przeciwnikiem przystąpienia kraju do Unii Europejskiej, lecz twierdzi, że kwestię tą powinno się rozstrzygnąć w referendum. Unika nawet bardziej konkretnych sformułowań jeśli chodzi o sztandarowy postulat Partii Piratów z innych krajów – ograniczenie czy zniesienie praw autorskich. “Nie jesteśmy tutaj po to, aby zyskać władzę, ale po to, aby ją przekazać innym” – stwierdziła Ásta Guthrún Helgadóttir, 26-letnia posłanka z ramienia partii.

 

źródło: washingtonpost.com, wikipedia.org

Komentarze

Komentarze