Publicystyka

Walka z wiatrakami

Postęp technologiczny oraz innowacje są jedną z sił napędowych gospodarki oraz rozwoju cywilizacyjnego. Czynią nasze życie lepszym, bardziej komfortowym i najzwyczajniej w świecie prostszym. Niestety, wciąż znajdują się tacy, którzy próbują zawracać Wisłę kijem.

 

To, że z tzw. ekonomią współdzielenia (sharing economy), do której zalicza się coraz bardziej popularne Uber czy Airbnb, zaciekle walczą grupy interesu, bezpośrednio zainteresowane eliminowaniem konkurencji lub uniemożliwianiem jej wejścia na rynek, jak taksówkarze czy hotelarze, specjalnie mnie nie dziwi. Zaskakuje mnie jednak, że w obronie korporacyjnych przywilejów i tym samym deformowania rynku poprzez państwowe regulacje stają chociażby takie rzekomo wolnościowe postaci, jak poseł Piotr Liroy Marzec czy Cezary Kaźmierczak ze Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Zachodzę w głowę, czym motywują swoje bezzasadne, krytyczne stanowisko względem Ubera.

 

Nawet jeśli teza Kaźmierczaka, jakoby „Uber to korporacja dążąca do wyeliminowania w ogóle kierowców z biznesu taksówkarskiego i zastąpienia ich taksówkami autonomicznymi”, była tezą prawdziwą, to w dalszym ciągu nie uzasadnia to zwalczania Ubera poprzez odwoływanie się do Kapitana Państwo i jego szkodliwych regulacji, w tym przypadku regulacji dotyczących rynku przewozowego i możliwości świadczenia usług polegających na przewozie osób. Jeśli lepszym i bardziej satysfakcjonującym konsumentów rozwiązaniem jest transport przez pojazdy autonomiczne, to niech tak będzie! Ostatecznie celem każdej aktywności gospodarczej jest możliwie jak najlepsze spełnianie potrzeb jak największej liczby konsumentów. Innymi słowy, ani Uber, ani żadna inna firma, której ambicją jest generować zysk, nie może obrażać się na gusta i preferencje klientów, a tym bardziej nie może obrażać się na postęp technologiczny i nowinki techniczne, które pozwalają na bardziej efektywne gospodarowanie dostępnymi zasobami, pociągające za sobą wzrost jakości i spadek cen dostarczanego produktu czy świadczonej usługi. Być może nie jest to w interesie różnej maści lobbystów i neoluddystów, którzy wzorem swoich poprzedników najchętniej niszczyliby nowe maszyny i przywrócili warunki, jakie panowały kilkadziesiąt wieków temu.

 

„Po dwóch latach działalności Uber łaskawie oświadcza, że odtąd jeżdżący dla niego kierowcy muszą mieć zarejestrowaną działalność gospodarczą! Łaskawcy! To ja też tak poproszę. Poproszę np. o 2 lata prowadzenia stacji benzynowych bez płacenia akcyzy! Przez dwa lata zarobię miliardy, wykończę konkurencję, zbuduję markę, no a potem mogę ewentualnie zacząć coś tam płacić”. Ależ dokładnie o to chodzi! Przykład Ubera pokazuje, że nie jest potrzebny państwowy stempel ani żadna państwowa pieczątka do tego, by ludzie dobrowolnie świadczyli sobie pożądane usługi, by jeden płacił drugiemu i by obie strony wymiany na tym zyskały (w przeciwnym przypadku do wymiany w ogóle by nie doszło). Im mniej regulacji i im mniej rożnego rodzaju danin publicznych dana osoba zobowiązana jest zapłacić, tym lepiej dla wszystkich! No, może nie licząc etatystów pokroju superministra Morawieckiego…

 

Walka z ekonomią współdzielenia czy z nowymi technologiami przypomina donkiszoterię, tj. walkę z wiatrakami. Ani to skuteczne, ani to rozsądne. Można co najwyżej zrobić z siebie pośmiewisko.

 

Źródło obrazu

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *