Publicystyka

Upolitycznione szkoły, czyli o co chodzi z tym strajkiem?

Protesty grup zawodowych wzbudzają silne emocje, zwłaszcza że ci, o których ostatnio głośno, czyli nauczyciele, a jakiś czas temu lekarze czy górnicy, są postrzegani przez część społeczeństwa jako grupy uprzywilejowane. Faktycznie etatyzm najsilniej tu kwitnie, a scentralizowany system zasad funkcjonowania i finansowania szkół, czy to na poziomie krajowym, czy gminnym, odbiera im wpływ na odpowiednią weryfikację zarówno nauczycieli, jak i uczniów. Nadmienić trzeba, że to samorządy dotąd były faktycznym decydentem w wielu sprawach, ale nowa ustawa przerzuciła część uprawnień na kuratoria.

 

Niedawny protest nauczycieli został zorganizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. ZNP wystąpił w imieniu wszystkich nauczycieli z postulatami: podwyżek płac, gwarancji zatrudnienia i powstrzymania reformy edukacji. ZNP chcąc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, nie upiekł niczego. Dwa pierwsze postulaty przesłoniły ten najistotniejszy. Można przypuszczać, że w skostniałych strukturach związku zabrakło osób obeznanych z zasadami dyplomacji bądź też celem protestu nie było osiągnięcie czegoś, lecz działanie na pokaz.

 

Żądania wysunięte (i nieodmiennie zawsze wysuwane) przez ZNP w stronę Ministerstwa Edukacji Narodowej zamiast skupić cały protest na ustaleniu tego, co w tej chwili dla oświaty najistotniejsze, czyli na szczegółach reformy, rozbiły się o roszczenia.

 

Takie działanie związku szkodzi wizerunkowi środowiska nauczycielskiego, a co gorsza dzieli je. W obliczu nadciągającej reformy, należałoby raczej oprotestować tryb i zasadność jej wprowadzania; należałoby postulować odroczenie jej choćby o rok celem przygotowania samorządów, wydawców podręczników i nauczycieli, a także – last but not least – uczniów, zwłaszcza tych z ostatnich klas szkoły podstawowej; wreszcie należałoby żądać zwiększenia zakresu konsultacji społecznych dotyczących nowej podstawy programowej.

 

Tymczasem rozniosło się po Polsce szeroko, że nauczyciele znów walczą o podwyżki i etaty.

 

Środowiska popierające obecną władzę wieszają psy nie tylko na Broniarzu – szefie ZNP, ale też na „tych obibokach z 3 miesiącami wolnego”, rozpowszechniając nieprawdziwe informacje na temat kokosów w oświacie (na marginesie dane dotyczące dochodów należałoby podawać w formie mediany, a nie średniej).

 

Środowiska opozycyjne wykorzystują zaś nauczycieli do politycznego protestu przeciwko rządowi.

 

W szkołach zastosowano metodę demokratycznego referendum: tam, gdzie większość była za strajkiem – podjęto akcję. Oznacza to, że niektórzy strajkowali, choć nie chcieli; inni nie strajkowali, choć uważali protest za słuszny. Cóż, nie pierwszy raz i nie ostatni w imię głosu większości trzeba było zagryźć zęby. W strajku wzięło udział ok. 30% szkół.

 

Tak więc z istotnego problemu pisanej na kolanie i nieudolnie wprowadzanej reformy uczyniono rozgrywkę polityczną, w której udział wzięli… wszyscy nauczyciele. Tak, wszyscy. I cii, którzy strajkowali i ci, którzy pracowali – opowiedzieli się po którejś stronie. Po raz kolejny nie pozostawiono możliwości powiedzenia: „To nie moja wojna, nie uczestniczę w tym”.

 

Źródło obrazka: publicdomainpictures.net

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *