Publicystyka

Życie – zadekretowane

Zdaniem prezesa ZUS żyć należy jak najkrócej po tym, jak osiągnie się wiek emerytalny. Zdaniem minister rodziny, pracy i polityki społecznej, można żyć bez niedzielnych zakupów. Polemizowałbym.

Elżbieta Rafalska twierdzi, że „Można przeżyć i wytrzymać bez niedzielnych zakupów i nie będzie to niewyobrażalna strata dla polskiej gospodarki”. Tego rodzaju aroganckie i buńczuczne mówienie innym co mają robić, jak mają żyć, jakie mają być ich nawyki i przyzwyczajenia, budzi moją odrazę i stanowczy sprzeciw.

 

Przede wszystkim: kto dał pani minister prawo, by autorytatywnie mówić, że „Rozumiemy pewne przyzwyczajenia, które powstały przez wiele lat, ale mówimy też, że tak dalej to nie powinno trwać”? Jeśli przez lata wykształciły się pewne przyzwyczajenia konsumenckie, to drogą do ich zmiany jest działanie tego samego rodzaju, tyle że o przeciwnym wektorze. Innymi słowy, jeśli nikt nie zmuszał ludzi do robienia zakupów w niedzielę i ludzie sami się na to zdecydowali, to teraz, by ewentualnie spowodować, by zakupów w niedzielę jednak nie robili, ponownie nie wolno nikogo do tego zmuszać odgórnymi, przymusowymi regulacjami. Można co najwyżej przekonywać do swoich racji, licząc na to, że druga strona ich wysłucha i pozytywnie się do nich ustosunkuje. Bicie ludzi po głowie pałką tylko dlatego, że postępują inaczej, niż byśmy tego chcieli (mimo iż nie robią nikomu niczego złego), jest ze wszech miar niewłaściwe, niemoralne i po prostu barbarzyńskie.

 

„Jesteśmy krajem, w którym nie było żadnych regulacji. Niemcy mają to już zagwarantowane w konstytucji i świętują ten dzień odpoczynku z rodzinami” – dodaje pani minister. Po pierwsze, jeśli już mają być jakieś regulacje w tej materii, to niech to będą regulacje rynkowe. Ostatecznie to konsumenci, swoimi codziennymi decyzjami i „głosowaniem pieniędzmi”, decydują, kto, kiedy i jak długo ma swój sklep dostępny dla klientów. Jeśli nie ma klientów danego dnia czy po określonych godzinach, znaczy to, że nie ma na to zapotrzebowania i właściciel raczej nie będzie wówczas skłonny do pracy. Jeśli sklepy są otwarte w niedzielę i jest tak już od dłuższego czasu, oznacza to ni mniej ni więcej jak to, że się to po prostu opłaca. A jeśli się opłaca, oznacza to, że obie strony: konsument i sprzedawca, odnoszą korzyści. Po co zatem rząd ma się tutaj pakować z brudnymi łapskami? Po drugie, sąsiedzi z Niemiec być może mogą sobie pozwolić na niepracowanie w handlu w niedzielę, ponieważ zakumulowali znacznie więcej kapitału i są znacznie od nas bogatsi, w związku z czym, mówiąc wprost, stać ich na to. Nas jeszcze na to nie stać.

 

Jeśli minister Rafalska mówi, że mogę żyć bez robienia zakupów w niedzielę, to chciałbym pani minister zakomunikować, iż mogę również przeżyć bez pani minister i jej głupich pomysłów, jak również bez jej ministerstwa, które czyni więcej szkód niż przynosi pożytku. Ciekaw jestem, czy może przeżyć bez zakupów w niedzielę ten, kto w tygodniu najzwyczajniej nie ma na nie czasu, gdyż musi od rana do wieczora harować, by zapłacić wszystkie podatki i daniny publiczne, stanowiące już przeszło połowę jego przychodów, idących na zmarnowanie m.in. na takich szkodników, jak minister Rafalska.

 

Dajmy ludziom żyć tak, jak tego chcą i zostawmy ich w spokoju, a państwowe regulacje umieśćmy tam, gdzie ich miejsce: w koszu na śmieci.

 

Źródło obrazu: Flickr

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *