Polityka Świat

Wywiad z Jimem Turneyem, byłym prezesem amerykańskiej Partii Libertariańskiej

Jim Turney jest amerykańskim politykiem, był prezesem amerykańskiej Partii Libertariańskiej (LP) w latach 80.

 

Jan Tyszkiewicz: Jak został Pan libertarianinem?

Jim Turney: Oczy otworzyła mi lektura „Prawa” Frederica Bastiata w 1964 roku. Żyłem wtedy w Virginii i często bywałem w miejscach, w których amerykańscy „Ojcowie założyciele”, jak m.in. Thomas Jefferson, Thomas Paine, Patrick Henry, głosili niegdyś idee wolności osobistej; byłem więc zaznajomiony także z ich poglądami.

 

Jak zdefiniowałby Pan libertarianizm?

W przeciwieństwie do wielu innych ludzi, libertarianie są realistami i chcą w maksymalnym stopniu wykorzystać ludzką naturę tak, by do minimum ograniczyć szkodliwe zachowania i doprowadzić do wzrostu odpowiedzialności. Wolny rynek wyzwala konkurencję oraz kreatywność, z pomocą których można efektywnie uporać się z problemami, nie tracąc jednocześnie na jakości życia. Prawa własności działają na korzyść tych, którzy myślą o przyszłości. Osobista odpowiedzialność przyczynia się do dokonywania odpowiedzialnych wyborów, co umożliwia gromadzenie cennych doświadczeń. Rozumiemy fakt, że nasz świat nigdy nie będzie doskonały, lecz zjawiska, które wymieniłem powyżej, są zarówno moralną jak i praktyczną drogą do poprawy warunków ludzkiego życia.

Inne ideologie, choć zbudowane na dobrych intencjach, są idealistyczne i oparte na błędnym założeniu, że ludzką naturę da się zmienić, jeśli tylko powstanie władza, która będzie mogła zmusić człowieka do „lepszego zachowania”. Metody, którymi posługują się te ideologie są nieskuteczne, niemoralne i brutalne, ponieważ opierają się na groźbie przemocy.

 

W latach 60. nie spotykało się wielu libertarian, niewielu identyfikowało się jako libertarianie, czy choćby nawet znało jakiegokolwiek z nich. Jak w takich warunkach rozwinął się ruch libertariański?

Nastąpiło to dzięki organizacji Foundation for Economic Education, która publikowała miesięcznik „The Freeman” oraz publikowała książki, w tym m.in. „Prawo” Bastiata. Oczywiście tacy autorzy jak Ayn Rand czy Murray Rothbard także pomogli ludziom poznać idee libertarianizmu.

W latach 60. powstała organizacja „Young Americans for Freedom” (YAF), którą założył William Buckley. YAF przyciągnęło zarówno wielu libertarian jak i konserwatystów, którzy nimi później zostali.

Jednym z przełomowych momentów było ukazanie się na początku 1969 roku artykułu Karla Hessa zatytułowanego „Śmierć polityki” w magazynie Playboy, jednym z najważniejszych ogólnokrajowych alternatywnych mediów tamtych czasów. Nieco później tego samego roku na konwencji narodowej YAF w St. Louis libertarianie zdecydowali się odłączyć i zacząć własny, niezależny ruch.

 

Był Pan jednym z liderów Partii Libertariańskiej w latach 80. Jak wyglądała Pana praca w partii?

Gdy zostałem wybrany prezesem w 1985 roku partia była w ciężkiej sytuacji. Byliśmy zadłużeni, mieliśmy problemy ze zbieraniem funduszy, liczba członków była bardzo niewielka, a struktury ogólnokrajowe pogrążone w chaosie. Przywróciłem nieco nadziei werbując Karla Hessa jako edytora naszego dwumiesięcznika „LP News” oraz znanego psychiatrę, Petera Breggina, który zasiadł w naszej radzie ogólnokrajowej. Udało mi się także wyciągnąć partię z długów zmniejszając wydatki i rozbudowując struktury zbierające fundusze. Przeniosłem także główną siedzibę z powrotem do Waszyngtonu (mój poprzednik przeniósł ją ze stolicy do Houston w Teksasie). Poza tym przerzuciłem też obowiązki wyborcze ze struktur lokalnych na ogólnokrajowe.

Do końca mojej pierwszej kadencji partii udało się przyciągnąć dwóch świetnych kandydatów na prezydenta, którzy mogliby startować z naszego ramienia: rdzennego Amerykanina i aktywistę Russela Meansa oraz wywodzącego się z Partii Republikańskiej kongresmena Rona Paula.

 

Jak obecnie radzi sobie Partia Libertariańska?

Przez ostatni rok wzrosła zarówno liczba członków jak i wielkość naszego budżetu. Rekordowe wyniki, jakie osiągnęliśmy  w ostatniej kampanii wyborczej, pomogły nam  umocnić nasz wizerunek jako ważnego elementu amerykańskiego systemu politycznego. Jest to coś, czego nie udało się osiągnąć żadnej trzeciej partii w USA i jest koniecznym elementem jakichkolwiek przyszłych sukcesów. Optymistycznie podchodzimy od wyborów na szczeblu lokalnym, jednakże wybory krajowe i prawa, jakie nimi rządzą bardzo utrudniają zadanie każdemu, kto nie jest Republikaninem albo Demokratą.

 

Co sądzi Pan o Donaldzie Trumpie i jego polityce?

Najgorsze w polityce Trumpa jest jego antywolnościowe podejście do handlu. Nie tylko jest  antywolnościowe, ale i niebezpieczne. Ograniczenie handlu to priorytet Trumpa, który jest stawiany nawet przed polityką antyimigracyjną.

Myślę, że Trump będzie jednak dalej zyskiwał silne poparcie pośród znacznej części Amerykanów, mających dość oderwanych od rzeczywistości elit oraz politycznej poprawności, pośród tych, którzy czuli się bezsilni i niemający wpływu na swoją przyszłość. Grupa ta nie dba o to, czy skłamie albo popełni błąd, ponieważ ich poparcie wyrasta z chęci zniszczenia establishmentu, a Trump zdaje się właśnie do tego dążyć. Ostatecznie ludzie ci odwrócą się od niego, zawiedzeni tym, że ich marzenia nie zostały spełnione, lecz okres ten może być niebezpiecznym punktem w historii.

Mam nadzieję, że Trumpowi uda pozbyć się chociaż części regulacji, lecz wątpię, by udało mu się rozwiązać całe ministerstwo, np. energetyki czy edukacji. Powstaje także ryzyko, iż Trump wzbudzi tak negatywne reakcje, że wszelkie pozytywne zmiany, których dokona, zostaną zniesione przez następnego prezydenta lub Kongres.

 

Co sądzi Pan o polskim ruchu libertariańskim i jego perspektywach?

Jestem pod wrażeniem liczby  libertarian w Polsce oraz ich wiedzy i inteligencji. Pomimo wielkiego ryzyka jakie niosą ze sobą różne wydarzenia, działania rządu, czy inne czynniki zewnętrzne, które mogą przeszkadzać i rozpraszać libertarian, jestem nastawiony bardzo optymistycznie jeśli chodzi o przyszłość polskiego ruchu libertariańskiego.

 

Obecnie termin „libertarianizm” i jego znaczenie rozmywa się, stając się w Polsce coraz częściej pejoratywnym hasłem, jak „faszyzm”, czy „neoliberalizm”. Jak można zatrzymać ten proces?

Przede wszystkim libertarianie powinni unikać bycia utożsamianymi z ruchami nielibertariańskimi, jak na przykład amerykański „alt-right”, oraz krytykować kojarzone z nimi kontrowersyjne postacie znane przede wszystkim ze względu na nielibertariańskie elementy swoich poglądów, jak Donald Trump, czy Janusz Korwin-Mikke. Można oczywiście chwalić konkretne działania, czy komentarze oparte na libertariańskich podstawach, lecz należy się od takich osób wyraźnie oddzielić.

Możliwe, że najlepszym, co można obecnie zrobić, jest dalsza budowa silnych akademickich i intelektualnych fundamentów oraz wspieranie partii znanych z rozsądnego promowania osobistej odpowiedzialności.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *