Polityka

Premie za przychodzenie do pracy. Takie rzeczy tylko w rządzie!

W rządzie PiS ministrowie od początku kadencji przyznali podległym im pracownikom aż 15 milionów złotych premii.

 

Zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 2010 roku wszystkie resorty mają obowiązek tworzyć fundusze premiowe i co miesiąc wypłacać z nich nagrody pracownikom, którzy na nie zasługują. Posłowie Nowoczesnej Paweł Kobyliński i Paweł Pudłowski zapytali o tę kwestię premier Beatę Szydło.

 

Z odpowiedzieli przesłanej posłom przez poszczególne ministerstwa można się dowiedzieć, że najhojniejszy dla podwładnych był Witold Waszczykowski kierujący resortem spraw zagranicznych. Pracownicy MSZ otrzymali łącznie ponad sześć milionów złotych!

 

Za co dostali nagrody? Okazuje się, że Witold Waszczykowski premiuje podwładnych za takie rzeczy jak „prawidłowe i terminowe wykonanie zadań służbowych wynikających z zakresu czynności lub polecenia służbowego”, „przestrzeganie ustalonego czasu pracy”, czy „przestrzeganie regulaminu pracy”. Krótko mówiąc: wystarczy przyjść do pracy i zwyczajnie wykonywać swoje obowiązki, żeby dostać premię.

 

Podobnie, ale nieco innymi słowami sformułowano kryteria przyznawania nagród w Ministerstwie Rozwoju. W resorcie Mateusza Morawieckiego „przyznanie premii jest uzależnione w szczególności od sumiennego i rzetelnego wypełniania przez pracownika powierzonych zadań i obowiązków, dbałości o powierzone mienie oraz nienagannej dyscypliny pracy.”

 

Oznaczałoby to, że pracownicy administracji nie muszą się wykazywać czymś szczególnym, żeby dostać dodatkowe pieniądze. Za środki z podatków, czyli z naszej kieszeni mają bezstresową pracę i łatwy zarobek. Na to właśnie wszyscy musimy pracować bez żadnej taryfy ulgowej, dostając premie jedynie za faktyczne zasługi.

 

Źródła: sejm.gov.pl, sejm.gov.pl

Zdjęcie: Kancelaria Premiera/flickr

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *