Publicystyka

Ręce precz od samorządów!

Rola samorządów w państwie zależy od całościowej jego wizji w oczach rządzących. Jeżeli państwo jest zbiorem małych ojczyzn, a odgórne ustalenia dotyczą spraw najważniejszych, lokalne samorządy pełnią rolę gospodarzy; jeżeli wszystkie decyzje zapadają na górze, a władza jest scentralizowana – gospodarz zmienia się w ekonoma z batem. Jego pan gdzieś daleko „u wód” decyduje o poczynaniach, mimo że nie ma pojęcia ani o rodzaju gleby, ani o cenach zboża, ani o potrzebach robotników. Ale nakazuje, wymaga i kontroluje. A ekonom tłucze nahajką biedaków i próbuje z ziemi szóstej klasy uzyskać pszenicę.

 

Oczywiście nie da się zaprzeczyć, że w samorządach występują wszystkie grzechy ze styku świata polityki i biznesu: korupcja, prywata, malwersacje… Układy wzajemnych zależności często determinują także zachowania wyborców. Jednakże poczucie bycia gospodarzem, a nie jedynie dozorcą, powoduje wzrost odpowiedzialności za rozwój zwłaszcza mniejszych gmin, w których władza jest bliżej ludzi. Obok wspomnianych wyżej nieprawidłowości, można dostrzec wiele pozytywów działań samorządów.

 

Kilka ostatnio ustanowionych aktów prawnych nakłada na samorządy zadania niepopularne, wiążące się z dużymi zmianami i podwyżkami. Wynikiem ich może być spadek zaufania do władz samorządowych, i to tuż przed wyborami.

 

Kolosalnym wyzwaniem dla włodarzy miast jest reforma oświaty. Wiąże się ona z przystosowaniem budynków do zmienianych sieci szkół, z przenoszeniem i zamykaniem szkół, z przetasowaniami wśród nauczycieli, którzy w wielu gminach stanowią najliczniejsza grupę zawodową, a także z odpowiedzią na społeczne niezadowolenie rodziców.

 

W znanej mi miejscowości po ogłoszeniu tekstu ustawy o systemie oświaty odbyły się rozmowy przedstawicieli władz miasta z rodzicami uczniów i nauczycielami i w wyniku burzliwych debat osiągnięto konsensus. Cóż z tego, skoro kuratorium owego wyniku prawdziwych konsultacji społecznych nie zatwierdziło, ponieważ ma odmienną wizję szkolnictwa w regionie.

 

Kwestia reformy oświaty ściśle łączy się z finansowaniem tejże. Wedle nowych zamierzeń Ministerstwa Edukacji Narodowej pieniądze będą szły nie tylko za liczbą uczniów, ale też za liczbą oddziałów w szkołach. Jest to rozwiązanie korzystne dla dzieci, ponieważ motywuje samorządy do zmniejszania liczby uczniów w klasach. Jednakże wątpliwości budzi fakt, że w planowanym rozporządzeniu nie uwzględniono subwencji na bibliotekarzy, psychologów i wychowawców świetlic. Jeżeli pieniądze te będą musiały pochodzić ze środków gminy, to wiadomo, że zwycięży oszczędne gospodarowanie środkami, czyli redukcje etatów na powyższych stanowiskach. Mimo oficjalnego stanowiska kolejnych ministrów.

 

Obiecane przez MEN wzmożenie kontroli kuratoryjnej i nacisku na samorządy w kwestii uchybień zaobserwowanych przez Najwyższą Izbę Kontroli w szkołach, dotyczących wymagań lokalowych i sprzętowych, doleje oliwy do ognia.

 

Drugą żabą, którą samorządy muszą w najbliższym czasie przełknąć, jest rozporządzenie dotyczące segregacji śmieci oraz zapowiadana ustawa wprowadzająca nowe – wyższe stawki za śmieci niesegregowane. Aby otrzymać dotację na ochronę środowiska, Polska musi do 2020r. spełnić wymogi Brukseli. Tymczasem z wymaganych 50% – tylko 26% gospodarstw domowych segreguje śmieci. Nowe przepisy zwiększające zakres segregacji wchodzą 1 lipca – to duży kłopot dla samorządów. Przepisy nie zabezpieczają środków na wprowadzenie rozporządzenia, sugerując gminom pozyskanie ich od mieszkańców. Reakcję można przewidzieć. Na rok 2018 zapowiadają się też pierwsze z serii podwyżek cen za wywóz śmieci. Tuż przed wyborami.

 

Obecny rząd, wykorzystując procentową przewagę w sejmie, planuje zmiany także w sferze ordynacji wyborczej do samorządów. Oficjalnie mówi się o dwukadencyjności i wyłączności dla kandydatów z list partyjnych. Nieoficjalnie wspomina o 10% progu wyborczym. Rezygnacja z jednomandatowych okręgów w wyborach do samorządów podyktowana jest zapewne faktem, że 70% obecnych włodarzy gmin pochodzi z list obywatelskich. Zmiana w tym zakresie spowoduje całkowite przejęcie władzy przez partie polityczne, jej centralizację oraz odebranie wpływu na wybór swoich przedstawicieli mieszkańcom. Jeżeli do tego dojdzie podniesienie progu wyborczego, to nastąpi zawężenie obszaru wyboru do 2-3 najbardziej wpływowych (mających dostęp do mediów) ugrupowań.

 

W rezultacie sprowadzi samorządy do wykonawców poleceń Warszawy, do roli ekonoma z nahajką zamiast pożądanego gospodarza.

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *