Gospodarka

Polskim samorządom grozi bankructwo

Polskie miasta, gminy i powiaty toną w długach. Zdarzały się przypadki, że niektóre gminy ratowały się pożyczkami w parabankach! Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji ma plan ws. kontroli gmin, a Ministerstwo Finansów bacznie obserwuje poczynania samorządów. Pozostaje pytanie, czy takie działanie ma jakikolwiek sens, skoro obecny rząd zadłuża nas w rekordowym tempie.

 

Fundacja Obywatelskiego Rozwoju Leszka Balcerowicza ogłosiła, że dług publiczny przekroczył właśnie 1 bilion złotych. — Opublikowana wysokość zadłużenia Skarbu Państwa na koniec 2016 roku wstępnie wskazuje, że zadłużenie sektora finansów publicznych przekroczyło bilion złotych. To więcej niż przewidywały ostrożne prognozy FOR, na naszym liczniku długu bilion złotych został osiągnięty dopiero 10 stycznia 2017 r. — wyjaśnia Rafał Trzeciakowski, ekonomista FOR.

 

Jest kilka faktów, które przyprawiają o ból głowy:

  • 12 spośród największych miast w Polsce przekroczyło poziom zadłużenia ponad 60 proc. w relacji do dochodów. Rekord padł w Wałbrzychu (95,1 proc.)
  • Zadłużenie miast wynika z boomu inwestycyjnego związanego ze środkami unijnymi oraz z niedoszacowania dotacji rządowych na zadania zlecone
  • Poważnym problemem jest zadłużenie ukryte, czyli długi zaciągane przez spółki miejskie
  • Jedynym obecnie rozwiązaniem prawnym w przypadku nadmiernego zadłużenia gmin jest ich likwidacja. Pierwszy w historii taki wniosek wystąpił w przypadku gminy Ostrowice, która zadłużała się w parabankach

 

W 2015 r. spośród największych miast Polski było już 12 z zadłużeniem przekraczającym 60 proc. Rekord padł w Wałbrzychu, gdzie zadłużenie wynosiło aż 95,1 proc. Na drugim miejscu znalazł się Toruń (77,3 proc.), a podium zamykała Łódź (74,4 proc.).

 

Czy naprawdę możemy się martwić? — W przypadku niektórych miast zadłużenie osiągnęło już niebezpieczny poziom — przyznaje Aleksander Łaszek, główny ekonomista FOR. — Trzeba jednak pamiętać, że gminy mają pole manewru w kwestii oszczędzania — dodaje. Chodzi przede wszystkim o możliwość kształtowania własnej polityki dochodowej, np. poprzez podatki od nieruchomości czy lokalne opłaty.

 

Wzrost poziomu długu to w głównej mierze efekt boomu inwestycyjnego, jaki polskie miasta przeżywają wraz z napływem środków unijnych. Mapa najbardziej zadłużonych gmin pokrywa się z mapą największych inwestycji. Ale dlaczego środki z funduszy unijnych generują aż tak duże zadłużenie? — Mitem jest wkład własny na poziomie 15 proc. — mówi w rozmowie z Onetem Andrzej Porawski, dyrektor biura Związku Miast Polskich. Porawski wyjaśnia, że wskaźnik ten realnie dochodzi nawet do 50 proc. — Przy okazji każdej inwestycji unijnej miasta wykonują dodatkowe prace, które najczęściej nie są związane z samym projektem, jak np. przebudowa chodnika. Gminy zadłużają się, by wykorzystać okazję do kompleksowej zmiany otoczenia — dodaje.

 

Kolejnym generatorem zadłużenia są zadania zlecone, jakimi administracja rządowa obarcza samorządy. — Faktycznie, część zadań jest zlecanych odgórnie, bez połączenia tego z odpowiednimi środkami — mówi Łaszek. Samorządy od lat skarżą się na niewystarczające środki przeznaczane na realizację zadań zleconych. Są przypadki, kiedy dotacja nie pokrywa nawet połowy potrzebnych wydatków. Jednym z takich przykładów jest obowiązek szacowania przez gminy szkód powstałych w wyniku klęsk żywiołowych. Z kolei w 2015 r. zmniejszono o blisko 25 proc. dotację dla gmin na zadania z zakresu ewidencji ludności i spraw cywilnych, czyli np. wydawania dowodów osobistych.

 

— Warto zwracać uwagę, na co są przeznaczane pieniądze pochodzące z zadłużenia — mówi Andrzej Porawski ze ZMP. Według niego nie można demonizować długu, bo kredyty mają kluczowe znaczenie dla rozwoju samorządów. — Dzięki nim można robić nie tylko więcej, ale także szybciej — dodaje.

 

Kredyty mają jednak swoja cenę. Przed 2014 r., kiedy obowiązywał jeszcze limit zadłużenia w samorządach, gminy zlecały niejako zadłużanie się swoim spółkom komunalnym. Taki dług nie był uwzględniany w budżecie, czyli nie był wliczany do poziomu zadłużenia miasta, a pozwalał na realizację inwestycji. Tak zaczął rosnąć dług ukryty, nad którym ciężko było sprawować kontrolę. Inną jego wadą była cena. Kredyt zaciągany przez spółkę miejską był zazwyczaj wyraźnie droższy od tego, jaki mogłaby zaciągnąć sama gmina.

 

Widzimy jak na naszych oczach zmieniają się małe miasteczka, budowane są chodniki na wsiach i obwodnice w większych miastach. Należy mieć na uwadze, że istnieje druga strona medalu. Jest kilka miast, gdzie sytuacja jest wręcz tragiczna. Jeśli trend się nie zmieni, najbardziej zadłużone gminy zbankrutują, podobnie jak to się stało w amerykańskim Detroit. Jednocześnie nie można zrzucać całej winy na urzędników, ponieważ ktoś na nich głosuje. Bez większej odpowiedzialności społecznej obywateli sytuacja się nie zmieni, jedynie urzędnicy, którzy będą nas dalej zadłużać. Musimy pamiętać, że dług publiczny to inaczej suma, którą muszą ściągnąć z nas rządzący w podatkach.

 

źródło: onet.pl

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *