Polityka Świat Wiadomości

Turcja zerwała umowę z UE. Konflikt narasta

Wicepremier Turcji Numan Kurtulmus ogłosił, że porozumienie z Unią Europejską w sprawie powstrzymania fali migrantów już nie obowiązuje. Wtóruje mu prezydent Recep Tayyip Erdogan, który groził już podstawieniem autobusów i zalaniem Unii Europejskiej przez uchodźców, a w ostatnich dniach zarzucał Europejczykom faszystowskie i neo-nazistowskie zapędy.

 

Konflikt między Holandią a Turcją rozgorzał w sobotę, gdy holenderski rząd nie zezwolił na wylądowanie w Rotterdamie samolotu z szefem dyplomacji Mevlut Cavusoglu na pokładzie i nie dopuścił do tureckiego konsulatu w tym mieście minister pracy Fatmy Betul Sayan, którą następnie odeskortowano do Niemiec. Oboje mieli wystąpić na zorganizowanych przez tureckich imigrantów wiecach przed zaplanowanym na 16 kwietnia referendum w Turcji w sprawie zmiany systemu z parlamentarnego na prezydencki.

 

– Europa nie dotrzymała obietnic w ramach porozumienia dotyczącego migrantów i dlatego z naszej strony umowa już nie obowiązuje – powiedział wicepremier Turcji Numan Kurtulmus.

 

Przed rokiem Ankara zobowiązała się do powstrzymania fali migracji w zamian za bezpośrednią wypłatę 3 mld euro, obietnicę podwojenia tej kwoty i wprowadzenie ruchu bezwizowego. Według ONZ w Turcji żyje obecnie blisko 3 miliony uchodźców z Syrii. Rzeczywista liczba może być większa, a groźba zalania nimi Europy brzmi bardzo poważnie.

 

W związku ze sporem Turcja zawiesiła kontakty dyplomatyczne na wyższym szczeblu z Holandią. Ambasador tego kraju, który przebywa poza Turcją, ma zakaz powrotu do Ankary. Do Turcji nie przyleci też żaden holenderski dyplomata. W poniedziałek – w reakcji na konflikt – rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas oświadczył, że „UE wzywa Turcję do powstrzymania się od przesadnych oświadczeń i działań, które grożą zaostrzeniem sytuacji”.

 

Zastanawiający jest fakt, że przez kilka ostatnich lat Erdogan był bardzo lubiany w UE. Urzędnicy UE na czele z Donaldem Tuskiem, Jeanem-Claude’em Junkerem, przywódcy państw – Merkel, Hollande, zachwycali się Erdoganem. Nagle, po kilku latach przyjaźni, urzędnicy przypomnieli sobie, że w Turcji są łamane prawa człowieka.

 

Trafnie sytuację ocenił dr Szewko w rozmowie z Onet.pl: „Białoruś nie bombarduje własnych obywateli, nie ostrzeliwuje miast zamieszkanych przez mniejszości etniczne, nie ma u siebie partyzantów. Turcja potrafi ustawić artylerię wokół kurdyjskiego miasta i prowadzić ostrzał tak długo, aż nie zostanie z niego kamień na kamieniu. Jest to nic innego, jak stosowanie podwójnych standardów w ocenie realizacji wartości uniwersalnych, które są w UE traktowane coraz bardziej instrumentalnie.”

 

Oczywiście na przekomarzaniach pomiędzy politykami najbardziej stracą zwykli ludzie. Przedsiębiorcy, którzy sprzedają bądź importują towary z Turcji, turyści i ci, którzy mają tam rodzinę czy znajomych. Jak to zwykle bywa, rządy państw patrzą tylko przez pryzmat własnych korzyści i odniesienia sukcesu w zbliżających się wyborach. Nie zwracają uwagi na wolność osobistą czy prawa własności ludzi, lecz załatwiają własne interesy kosztem całego społeczeństwa. Dotyczy to zarówno UE, jak i Turcji.

 

źródło: wp.pl

zdjęcie: World Humanitarian Summit/flickr

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *