Publicystyka

Gruba baletnica, czyli egalitaryzm w edukacji

Największym problemem nauczycieli i rodziców jest motywowanie dzieci i młodzieży do nauki. Korzystają w tym celu z systemów ocen, kar i nagród, są to jednak formy motywacji zewnętrznej, która nie prowadzi do wykształcenia, lecz do zaliczenia. Uzależnianie ucznia od zewnętrznych powodów uczenia się powoduje zniechęcenie do zdobywania wiedzy, a do szkoły w szczególności, ponieważ już na początku edukacji dziecko napotyka dwie przeszkody: odgórnie określone zagadnienia do opanowania (często nieadekwatne do jego ciekawości poznawczej) oraz pogłębiający się z każdym rokiem brak poczucia sprawczości i kompetencji.

 

Jakie są najbardziej motywujące dla rozwoju intelektualnego czynniki? Po pierwsze owa naturalna dla każdego dziecka ciekawość: Skąd się biorą dzieci? Jak powstaje prąd? Jak wygląda kosmos? Dlaczego pada śnieg? Jakie szczyty tworzą Koronę Świata? Jak wyglądało życie w PRL? Co to jest ciąg Fibbonacciego?… Te pytania pojawiają się we właściwym dla dziecka okresie rozwojowym, pod warunkiem jednak, że uzyskało ono odpowiedzi na wcześniej zadane. Szkoła nie uczy zadawania pytań, odpowiadając tylko na te, które według twórców podstawy programowej powinny zostać na danym etapie postawione. Jeżeli młody człowiek ma przytomnego rodzica, który zdobędzie dla niego informacje, a jeszcze daj Boże, sam się z nimi zapozna, a nie usłyszy: „dowiesz się kiedyś w szkole”, to furtka z pytaniami nie zostanie zamknięta. Jeżeli nie – to ośmiolatka pytającego o produkcję klocków lego za kilka lat zupełnie nie zainteresuje proces polimeryzacji, bo będzie zajęty już czymś zupełnie innym (historią rocka albo oglądaniem nóg koleżanki).

 

Drugim czynnikiem motywującym jest jasno określony cel, a wiedza i umiejętności są jego składnikiem (wszechstronny lub kierunkowy rozwój jednostki) lub środkiem (zdobycie określonych kompetencji do bycia tym, kim chce się być – np. nauka biologii niezbędna do wykonywania zawodu lekarza).

 

Składanie odpowiedzialności za edukację swoją lub swoich dzieci na system oświaty jest jak obwinianie za swe złe odżywianie – sklepów spożywczych.

 

Należy zdać sobie sprawę, że idealna szkoła nie istnieje, tak jak nie istnieje idealny uczeń, idealny człowiek. Zbliżając się jednak do pewnego modelu kształcenia, postulowałabym dwa warunki: 1) samodzielność uczniów i ich rodziców w procesie podejmowania decyzji dotyczących edukacji oraz związana z tym odpowiedzialność; 2) podniesienie poziomu edukacji ogólnej (klasyczne wykształcenie i oczytanie), a jako alternatywa specjalistyczne kształcenie zawodowe. Sprzeczność? Wcale nie. Zapis w Prawie oświatowym z 14 grudnia ub.r. mówi: „System oświaty zapewnia w szczególności:  realizację prawa każdego obywatela Rzeczypospolitej Polskiej do kształcenia się…” Oznacza to, że każdy obywatel ma prawo do uczestniczenia w procesie kształcenia w ramach systemu oświaty. Prawo do kształcenia nie oznacza obligatoryjnego zdania matury i studiowania, bo to raczej zależy od zdolności umysłowych, tak jak studia na Akademii Wychowania Fizycznego zależą od sprawności fizycznej, a nauka w szkole muzycznej od słuchu. Z jakichś nieznanych przyczyn w dążeniu do dziwnie pojętego równouprawnienia dziś liceum kończą osoby z niepełnosprawnością umysłową. Wychodząc z tego punktu widzenia, nie widzę przeszkód dla rozpoczęcia nauki w szkole baletowej przez czterdziestolatkę z nadwagą.

 

Prawo każdego dziecka do nauki niezależnie od zasobów portfela rodziców ma sens. Zrównanie szans na starcie jest bardzo ważne dla wspomnianego już poczucia sprawczości i samodzielnych poszukiwań. Ale żeby podnieść poziom wykształcenia ogólnego, poszczególne etapy edukacji muszą mieć charakter elitarny. Zdanie matury musi stać się osiągnięciem, dostanie się na wymarzoną uczelnię powinno być poprzedzone weryfikacją kandydatów przez ich przyszłych mentorów, a ci, którzy nie potrafią zrozumieć Gombrowicza i przebiegu zmienności funkcji, niech się zajmą hydrauliką albo pieczeniem ciastek. W przeciwieństwie do absolwentów wydziału zarządzania  – prawdziwych fachowców wciąż brakuje.

 

Radykalne i niepoprawne politycznie? No cóż…

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *