Polityka Świat

Małe jest piękne. Wywiad z Haroldem Amannem, rzecznikiem bawarskiego ugrupowania Bayernpartei

Wywiad przeprowadzony w siedzibie ugrupowania w Monachium.

 

Przemysław Hankus: Wasza partia powstała po II wojnie światowej, w 1946 r. Proszę opowiedzieć o historii ugrupowania i jego początkach. Jak to się zaczęło i dlaczego zdecydowano się powołać do życia Bayernpartei?

Harold Amann: Po II wojnie światowej wiele osób w Bawarii miało już dość Niemiec i niemieckiego nacjonalizmu. W zasadzie od zawsze, tj. od zjednoczenia Niemiec w 1871 r., istniał ruch na rzecz niepodległości Bawarii. Dla wielu Bawarczyków utworzenie Niemieckiego Imperium nie było odbierane jako sukces. To również był jeden z motywów powołania do życia Bayernpartei w 1946 r. Było to jednak drugie bawarskie ugrupowanie, jako że istniało już CSU (Unia-Chrześcijańsko-Społeczna w Bawarii, Christlich-Sociale Union in Bayern – przyp. red.). Początkowo oba ugrupowania ze sobą konkurowały. Bayernpartei odnosiło sukcesy na bawarskiej scenie politycznej: przedstawiciele partii zasiadali w bawarskim rządzie w latach 60. XX w. jako jeden z koalicjantów tzw. Vierparteikoalizion (Koalicji Czterech Partii) obok SPD czy wspomnianego CSU. Następnie, przy okazji debaty o zalegalizowaniu kasyn i hazardu, wykorzystując oskarżenia o rzekomej korupcji w naszym gronie, CSU uknuło intrygę, by pozbyć się Bayernpartei z bawarskiego rządu i by ją zniszczyć…

 

Zamierzali zniszczyć waszą partię, ponieważ opowiadaliście się za legalizacją hazardu?

Nie do końca. Nieco zabawnym jest to, że obecnie hazard jest w Bawarii legalny i każdy, kto chce, może grać, z tym że kasyna należą do państwa. Swego czasu jednak, w latach 60., uważano, pod czym się podpisywaliśmy, że lepiej będzie, jeśli kasynami będą zarządzały podmioty prywatne. CSU będące przeciwnikiem takiego rozwiązania zmyśliło wówczas historyjkę, jakoby jeden z ministrów z ramienia Bayernpartei dał się skorumpować, by przeforsować takie rozwiązanie. Było to oczywistą nieprawdą, ale odbył się proces, początkowo zakończony nawet wyrokiem skazującym. Wspomniany minister złożył apelację, ale nie doczekał końca postępowania, gdyż w międzyczasie zmarł. Wpłynęło to negatywnie na wizerunek partii.

 

Mieliście zatem spór z CSU w latach 60. XX w., co kosztowało was utratę zaufania i miejsce w bawarskim rządzie.

Zgadza się. Od tamtej pory nie zasiadaliśmy już w bawarskim rządzie, a poparcie dla Bayernpartei się załamało. Nie udało nam się wejść ponownie do bawarskiego parlamentu i taki stan trwa niestety aż do dzisiaj. Jednakże w ostatnich latach nasze wyniki wyborcze są coraz lepsze.

 

Jakie jest szacunkowe poparcie dla Bayernpartei? Na ile głosów w wyborach możecie liczyć? Jaki był wasz wynik w ostatnich bawarskich wyborach?

W ostatnich wyborach do Landtagu, tj. do regionalnego bawarskiego parlamentu, udało nam się uzyskać ok. 2,2% głosów. Obecnie naszym głównym problemem jest ignorowanie takich partii jak nasza w medialnych przekazach, nieinformowanie ludzi o naszym istnieniu, niewymienianie nas z nazwy. Razem z kilkoma innymi ugrupowaniami znajdujemy się, przykładowo w sondażach, w zbiorze pod nazwą „inne partie”. Utrudnia to precyzyjne oszacowanie naszego elektoratu, jak również jego zdobycie. Nie ma nas również w mediach: ani w prasie, ani w telewizji. Ciężko jest się przebić z naszym przekazem.

 

Można powiedzieć, że bawarski establishment stara się was ignorować, że chce was uciszyć i pozbawić głosu w debacie publicznej. Stara się wykreować negatywny wizerunek Bayernpartei jako podmiotu nieistniejącego. Tym samym, głosowanie na was byłoby głosem straconym i zmarnowanym.

W znacznej mierze tak właśnie jest. Podobnie jak w Polsce, również w Bawarii obowiązuje 5-procentowy próg wyborczy. Jeśli nie uda ci się zdobyć 5% głosów – wypadasz z gry, nie ma cię. Nie ukrywam, że to dla nas spory problem i wyzwanie, zważywszy na to, o czym już wspominałem.

 

Jednak w Polsce po przekroczeniu 3-procentowego progu w wyborach parlamentarnych partia może liczyć na subwencję z budżetu państwa na swoje działanie i dalsze funkcjonowanie.

W Bawarii jest podobnie, z tym że tu wystarczy przekroczyć 1%, by otrzymać jakieś środki budżetowe. Aktualnie otrzymujemy ok. 100 tys. euro rocznie, co jest nieporównywalne z 12 mln euro, jakie otrzymuje CSU. Chociażby dlatego my mieścimy się w mieszkaniu na drugim piętrze, a oni mają ogromną siedzibę w nowoczesnym budynku.

 

Porozmawiajmy o waszych postulatach. Dlaczego akurat secesja? Dlaczego opowiadacie się za niepodległością Bawarii? Dlaczego jest to dla was tak istotne?

Mamy dość silne przekonanie, że mniejsze państwa i mniejsze regiony mogą być bardziej wolnościowe, bardziej liberalne i bardziej demokratyczne. Chcemy co prawda działać wspólnie z innymi narodami w Europie, ale nie na takich zasadach i nie w taki sposób, jak ma to miejsce obecnie chociażby w ramach Unii Europejskiej, która staje się coraz bardziej scentralizowana. Jesteśmy zwolennikami koncepcji subsydiarności, tj. by wszystkie sprawy były załatwiane na możliwie najniższym szczeblu administracyjnym, co jest łatwiejsze w mniejszych społecznościach.

Istotny jest także czynnik ekonomiczny. Bawaria jest obecnie najbardziej rozwiniętą i najlepiej prosperującą częścią Niemiec. Istnieje jednak coś takiego, jak Länderfinanzesausgleich, polegające na przekazywaniu przez bogatsze regiony pieniędzy regionom biedniejszym, słabiej rozwiniętym. W Polsce mówi się na to „Janosikowe”. Pojawia się w związku z tym poczucie bycia wykorzystywanym. Wolelibyśmy, aby dochód wypracowany w Bawarii pozostawał w gestii mieszkańców Bawarii, a nie w gestii rządu federalnego. Problem polega również na tym, że regiony otrzymujące pieniądze od „bogatego wujka” nie liczą się z nimi, mają do nich bardziej swobodne, frywolne podejście. Nie szanują ich tak, jak ci, którzy te środki wypracowali, ponieważ zawsze łatwiej wydaje się cudze pieniądze na własne potrzeby i dla własnej korzyści.

Obawiamy się również stopniowego obumierania i zanikania bawarskiej kultury. Bawarskie zwyczaje z wolna wymierają…

 

Możesz wyjaśnić i opisać podstawowe różnice między Bawarią a resztą Niemiec? Jakie one są i czy dotyczą np. języka, religii, lokalnych praw i obyczajów?

Podstawową kwestią jest różnorodność samych Niemiec, złożonych z czegoś na kształt plemion, przykładowo Saksończyków czy Szwabów, by wymienić tylko kilka. Niemcy są dość heterogeniczne. Polska była raczej przez większą część swojej historii krajem katolickim, podczas gdy w Niemczech południe było bardziej katolickie, a północ bardziej protestancka. Można natrafić na wiele lokalnych i regionalnych osobliwości i specyficznych cech danego miejsca czy regionu. Niemcy to suma takich małych, drobnych i różnych od siebie rzeczy, nie zawsze dostrzegalnych na pierwszy rzut oka, gdy widzi się jedynie wielkie Niemcy, mając na uwadze chociażby trend ku jednoczeniu i ujednolicaniu, zapoczątkowany w XIX w.

 

Mamy zatem różnice na tle religijnym. Wspominałeś o pewnych lokalnych, bawarskich zwyczajach i prawach. Co z językiem? Istnieje język niemiecki (Hochdeutsch), ale zapewne inaczej brzmi język niemiecki tutaj, a inaczej w Berlinie?

Zgadza się. Współczesny język niemiecki, Hochdeutsch, takim, jakim go znamy i jakim się posługujemy, pierwotnie był jednym z dialektów. Co więcej, w znacznym stopniu jest to sztuczny twór stworzony przez lingwistów i językoznawców. Gdy byłem mały, czymś normalnym było mówienie w dialekcie bawarskim i posługiwanie się nim na co dzień, podczas gdy języka niemieckiego uczyło się w szkole. Rzecz jasna trzeba było jednak opanować język niemiecki w stopniu biegłym. Obecnie bawarski dialekt wymiera i zanika, m.in. dlatego, że w ogóle nie jest on nauczany w szkołach, że został z nich w całości usunięty. Gdy uczeń próbuje rozmawiać z nauczycielem po bawarsku, otrzymuje reprymendę i każe mu mówić się „prawidłowo” i „dobrze” (Schönsprechen), a nie w sposób niepoprawny i niedozwolony. Jest to jedna z głównych przyczyn powolnego obumierania bawarskiej kultury.

 

Na ile zatem kultura bawarska jest odmienna od kultury niemieckiej czy od kultury obszaru niemieckojęzycznego? Czy wasze działania obliczone są na ochronę bawarskiej tożsamości i bawarskiej kultury?

Są rzecz jasna podobieństwa: my również obchodzimy Święta Bożego Narodzenia czy Wielkiej Nocy, by wymienić pierwsze z brzegu. Są jednak i różnice. Jednym z naszych głównych celów jest właśnie ochrona i zachowanie tych odróżniających Bawarię od pozostałych regionów różnic, które tworzą jej kulturę.

 

Jesteście zatem zwolennikami rozwiązań oddolnych, a nie odgórnych, nakierowanych na osiągnięcie zamierzonych przez was celów, w tym ochrony bawarskiej kultury?

Zgadza się. Nie podobają nam się ani odgórne nakazy z Berlina, ani odgórne nakazy z Brukseli.

 

Jak wygląda kwestia ewentualnej secesji z formalno-prawnego punktu widzenia? Czy niemieckie prawo dopuszcza w ogóle taką możliwość, jak secesja regionów (Landów)? Jak mogłaby wyglądać „mapa drogowa” bawarskiej niepodległości? Jakie kroki musieliby podjąć Bawarczycy, by uzyskać niepodległość?

Niemiecka konstytucja, Grundgesätz, nie rozwiązuje tej kwestii, ponieważ o niej nie wspomina. Jest natomiast Karta Narodów Zjednoczonych, której stroną jest Republika Federalna, z przewidzianym w niej prawem narodów do samostanowienia. Mamy historyczne doświadczenie z regionami, które należały do NRD, jak np. Saksonia, a które przyłączyły się do RFN, tj. weszły w skład Federacji, mimo iż konstytucja nie przewidywała tego expressis verbis. Kwestia secesji Bawarii jest raczej kwestią polityczną, aniżeli prawną. Jeśli większość mieszkańców Bawarii będzie opowiadała się za secesją, rząd federalny nie będzie mógł tego zwyczajnie zignorować. Mamy chociażby na świecie przykłady skutecznych secesji, jak np. odłączenie Kosowa od Serbii…

 

Tak, z tym że Kosowo dokonało tego aktu w sposób jednostronny, unilateralnie ogłaszając niepodległość.

Ale, co ciekawe, RFN uznało niepodległość Kosowa. Paradoks polega na tym, że zdaniem rządu federalnego Kosowo mogło dokonać secesji, a niemieckie regiony, jak Bawaria, nie mają już takiego prawa.

 

Jak w związku z tym technicznie wyobrażacie sobie drogę do niepodległości Bawarii? Działania na wzór Szkocji i przeprowadzenie referendum, którego wynik zostałby uznany i potwierdzony przez władze Niemiec?

Z grubsza takie właśnie są nasze plany. Uzyskanie niepodległości na drodze wiążącego prawnie referendum i przeprowadzenie pokojowej, demokratycznej secesji z Republiki Federalnej, mając nadzieję, że wynik wspomnianego referendum zostałby w pełni zaakceptowany przez rząd federalny.

 

W odniesieniu do nadchodzących lat, jak sądzisz, kiedy udałoby się wam zrealizować wasz plan? Czy przeprowadzenie wspomnianego referendum i pokojowej secesji to plan na 2020 czy może raczej na 2030 lub 2050 r.? Czy jest to w ogóle realne w tym stuleciu?

To z całą pewnością jedno z najtrudniejszych pytań. Ciężko jest bowiem precyzyjnie przewidywać wielkie zmiany. One po prostu czasem mają miejsce i to dość niespodziewanie, jak chociażby upadek żelaznej kurtyny i ponowne zjednoczenie Niemiec – coś, co było dla mnie i moich rówieśników czymś kompletnie niewyobrażalnym. Podobnie zresztą jak rozpad Związku Sowieckiego i bezpośrednie jego następstwa w postaci upadku reżimów komunistycznych w krajach tzw. Bloku Wschodniego. Takie właśnie są wielkie zmiany, dlatego trzeba spokojnie pracować i stale dążyć do osiągania swoich celów. Być może niepodległość Bawarii to kwestia 10, może 20 lat, a może i 100 lat. Nie zmienia to faktu, że musimy próbować.

 

Jak wyglądałaby taka niepodległa Bawaria? W jaki  sposób byłaby zarządzana?

Podoba mi się szwajcarski model demokracji bezpośredniej i organizowania referendów w istotnych dla społeczności sprawach. Mówi się, że nie powinno się pozwolić ludziom decydować w istotnych kwestiach, ponieważ nie mają odpowiedniej i wystarczającej wiedzy. Jednak gdy zapytasz szeregowego posła czy pierwszego lepszego parlamentarzystę o jakąś sprawę, najczęściej również nie ma o niej bladego pojęcia. Jedyne, co potrafi zrobić, to zapytać o zdanie szefa partii czy klubu parlamentarnego i nacisnąć właściwy guzik podczas głosowania nad projektem ustawy, „za” lub „przeciw”.

 

W mniejszych społecznościach ludzie lepiej się znają, lepiej identyfikują swoje problemy i efektywniej potrafią je rozwiązywać? Mają lepszą wiedzę, lepszy dostęp do informacji na temat tego, jak głosować np. w sprawie płacy minimalnej?

Weźmy jako przykład szwajcarskie referendum w sprawie gwarantowanego dochodu podstawowego. Idea ta została tam odrzucona. To było dobre posunięcie, ponieważ sprzeciwiono się socjalistycznemu pomysłowi, który doprowadziłby do tego, że nikomu nie chciałoby się i nie opłacałoby się tam pracować.

 

Jak z kolei powinna wyglądać twoim zdaniem niepodległa Bawaria od strony ekonomicznej? Czy byłoby to państwo wolnorynkowe, leseferystyczne, czy może bardziej etatystyczne i interwencjonistyczne? Za którym modelem opowiedziałaby się większość mieszkańców Bawarii?

Bawaria jest raczej krajem konserwatywnym, więc chyba zwyciężyłby ten pierwszy wariant. Osobiście opowiadałbym się za modelem leseferystycznym, ponieważ interwencjonizm czy centralne planowanie nigdy nie działają i zawsze zawodzą, mimo iż co chwila słyszymy, że „tym razem się uda”. Wystarczy spojrzeć na Wenezuelę: próbują państwowych interwencji co i rusz, ale za każdym razem kończy się to fiaskiem i będzie się nim kończyło raz za razem. Im kraj bardziej wolny gospodarczo, tym lepiej.

Problemem jednak staje się coraz większe uzależnienie coraz większej grupy ludzi od państwowych zasiłków, przywiązanie do łatwych pieniędzy i do otrzymywania czegoś za nic. Niestety ale wielu nauczycieli w Bawarii to ludzie o poglądach lewicowych i etatystycznych, nauczający w szkołach, że wolny rynek jest zły i okrutny, a państwo jest „dobrym wujkiem”, który zawsze ci pomoże w potrzebie. Nic dziwnego, skoro wspomniani nauczyciele pracują dla państwa i są przez państwo opłacani. Dla nich jednak nie są to pieniądze z czyjejś kieszeni. Nie mają świadomości, że pieniądze nie rosną na drzewach i że nie ma darmowych obiadów.

 

Jest nawet takie powiedzenie, że jeśli socjalizm nie udał się w Niemczech, to znaczy, że nie może udać się nigdzie.

Coś w tym jest. Porównując chociażby samochody produkowane w RFN i w NRD łatwo zauważyć, jaka była gama pojazdów i jakiej jakości w Republice Federalnej, a jaka w NRD, gdzie produkowano w zasadzie wyłącznie Trabanty, i gdzie na samochód trzeba było czekać 10 lat. Gdy rodziły się dzieci, ich rodzice już wtedy zamawiali dla nich samochód. Jest to nie do pomyślenia w wolnorynkowej gospodarce.

 

Co sądzisz o możliwości secesji pozostałych niemieckich Landów i pozostałych niemieckich regionów? Czy akceptujesz takie rozwiązanie? Czy wspierałbyś secesję np. Hamburga, Bremy, Westfalii itp., czy też jako Bayernpartei jesteście zainteresowani jedynie secesją Bawarii?

Mamy partnerskie ugrupowania polityczne o podobnym charakterze w innych regionach Niemiec. Przede wszystkim jednak należy podkreślić, że to, czego chcą i do czego dążą inne regiony, to ich wewnętrzna sprawa. Jeśli chciałyby być niepodległe, to w porządku, nam to odpowiada. Być może chciałyby uzyskać jeszcze większą autonomię w ramach Republiki Federalnej. To również jest dla nas do zaakceptowania. Jeśli Niemcy miałyby dalej istnieć bez Bawarii, to nam by to nie przeszkadzało. Równie dobrze jednak mogłyby dzielić się na coraz to mniejsze części i tutaj również z naszego punktu widzenia byłoby to w porządku. Sprawy innych regionów i innych landów to nie nasz biznes.

 

Zatem generalnie popieracie prosecesjonistyczne i autonomiczne ruchy na obszarze Niemiec w imię przyjętych zasad i idei? Nie macie nic przeciwko?

Zgadza się. Ideowo wspieramy inne ruchy secesjonistyczne w Niemczech. I nie tylko w Niemczech. Jeśli, przykładowo, Katalonia chciałaby się odłączyć od Hiszpanii i taka byłaby wola mieszkańców Katalonii, to nie mielibyśmy nic przeciwko. W końcu to ich życie i ich decyzja odnośnie do ich własnej przyszłości.

 

Opowiadacie się w związku z tym za secesją i niepodległością Katalonii czy Szkocji?

Jako część większej grupy pod nazwą European Free Alliance (EFA), zrzeszającej przedstawicieli regionalnych ugrupowań politycznych w rodzaju Szkockiej Partii Narodowej (Scottish National Party, SNP) czy partii katalońskich, flamandzkich bądź bretońskich, a nawet reprezentantów mniejszości narodowych w poszczególnych krajach europejskich (jak mniejszość węgierska), popieramy ich postulaty. Można powiedzieć, że stanowimy jedną, wielką, prosecesjonistyczną rodzinę, skupiającą się ponadto na kwestiach regionalnych i sprawach mniejszości narodowych, starających się o ochronę ich dziedzictwa i kultury. Niektórzy bowiem walczą jedynie o zachowanie własnego dziedzictwa kulturowego i to również nam odpowiada.

 

A zatem podobnie, jak ma to miejsce w Walii, gdzie Walijczycy domagają się nie tyle politycznej, co kulturowej niezależności czy autonomii.

Istotnie. Podobnie jest w przypadku języka gaelickiego i starań o jego podtrzymanie. Bogactwo Europy to jej bogactwo kultur i języków. Nie ma czegoś takiego, jak jedna kultura europejska. To by musiało być coś na kształt McDonald’s dla wszystkich: wszędzie w Europie byłoby tak samo.

 

Nie ma w związku z tym czegoś takiego, jak tożsamość europejska czy tożsamość niemiecka?

W pewnym sensie jest, niemniej jednak na bardzo ogólnym poziomie: grecka filozofia, prawo rzymskie i religia chrześcijańska. Dla nas jest to w porządku i tego nie negujemy. Można by do tego dodać również wspomnianą już wcześniej ideę subsydiarności i działań oddolnych w miejsce odgórnych. To jest nam bliskie.

 

Jak odniósłbyś się do stwierdzenia, że decentralizacja i podział większych państw na mniejsze są korzystne?

Generalnie się z tym zgadzam. Jeśli spojrzeć na historię niemieckojęzycznego obszaru geograficznego, można zauważyć, że duże rozdrobnienie na wiele państw i państewek zaowocowało sporą konkurencją między nimi (naukową, kulturalną, gospodarczą itd.). Napędzało to rozwój cywilizacyjny. Tym bardziej osobliwym jest z naszego punktu widzenia, że niekorzystne naszym zdaniem zjednoczenie z 1871 r., przedstawiane jest w szkołach i w szkolnych podręcznikach wyłącznie jako wydarzenie pozytywne. Określenie Kleinstaaterei (uniwersum małych państw) jest traktowane jako określenie pejoratywne. Ludzie nie rozumieją jednak, że granica, przykładowo między niepodległą Bawarią a Niemcami, nie oznacza z definicji murów, płotów i drutów kolczastych wraz ze stojącymi co ileś metrów wieżyczkami strażniczymi. Granice są bowiem jedynie sztucznymi, wyobrażonymi liniami na mapach, nieistniejącymi w rzeczywistości. Ludziom nie mieści się w głowie, że opowiadając się za decentralizacją i za secesją, nie opowiadasz się jednocześnie za płotami i grodzeniem.

 

Jednak ktoś może powiedzieć, że secesja Bawarii oznaczałaby wojny celne, bariery handlowe i ekonomiczne: Niemcy nie będą już więcej z wami handlowali, nie będą od was kupowali, ponieważ nie jesteście już Niemcami i nie jesteście częścią Niemiec. W rezultacie wasza sytuacja się pogorszy, gdyż nikt nie będzie chciał z wami handlować i utrzymywać kontaktów.

Dokładnie w taki sposób starano się argumentować Brytyjczykom, gdy ci mieli zadecydować w referendum o Brexicie. Jednakże spójrzmy na przykład Szwajcarii: szwajcarskie produkty, np. czekoladę, można kupić w zasadzie wszędzie. Po Brexicie również będzie można kupić produkowane w Wielkiej Brytanii produkty na Starym Kontynencie.

 

Nigel Farage, były lider UKIP i jedna z twarzy kampanii nawołującej do Brexitu, często powtarzał, że wyjście Zjednoczonego Królestwa z Unii Europejskiej nie spowoduje, że Anglicy nagle przestaną kupować Mercedesy lub BMW a Niemcy przestaną nabywać produkty brytyjskie.

Istotnie. W odniesieniu do Brexitu powtórzę raz jeszcze: UE w obecnym kształcie jest zbyt scentralizowana. Zbyt często posługuje się ładnie brzmiącymi sloganami i wielkimi hasłami, a zajmuje się czymś zupełnie innym, jak np. dopuszczalną maksymalną mocą odkurzaczy. Dlaczego nie pozostawić każdemu decyzji, jaki odkurzacz chce produkować i jaki chce kupić? Jeśli ktoś zechce płacić więcej za energię, to jest to jego decyzja. W końcu wydaje swoje, a nie czyjeś pieniądze. Bruksela chce kontrolować zbyt wiele, dlatego coraz więcej osób odwraca się od idei integracji. Mam nadzieję, że Brexit będzie stanowił impuls do zmian, choć sam nie wierzyłem, że większość Brytyjczyków zagłosuje za opuszczeniem UE. Mam nadzieję, że urzędnicy z Brukseli potraktują to jako poważne ostrzeżenie i nie zlekceważą tego, i że jednak coś się zmieni.

 

Jakie jest stanowisko Bayernpartei odnośnie do waluty euro?

Powinniśmy opuścić strefę euro. To, co robi Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego, to idealny przepis na katastrofę. Draghi to etatysta czystej wody, zwolennik planowanej gospodarki. Skoro można tak jak on po prostu drukować nowe pieniądze, to po co w ogóle pracować i płacić podatki? Po co państwo miałoby odbierać cokolwiek w podatkach, skoro może otrzymać zastrzyk nowych pieniędzy z EBC? Jeśli są na świecie biedni ludzie, to dlaczego nie drukujemy nowych pieniędzy i im ich nie rozdajemy? Pieniądze z helikoptera powinny być rozwiązaniem na wszystkie problemy tego świata. Sęk w tym, że to nie zadziała i doprowadzi do dramatu. Niewykluczone, że EBC i podtrzymywanie waluty euro doprowadzi do upadku UE. Euro to projekt skazany na porażkę. To nie może dobrze działać.

 

Czy jest to zatem projekt polityczny a nie projekt ekonomiczny?

Zdecydowanie nie jest to projekt oparty na solidnej walucie i na solidnym pieniądzu. My opowiadamy się za przywróceniem pieniądza towarowego w postaci złota, który nie wymaga ani istnienia żadnych wielostronnych porozumień, ani banków centralnych w rodzaju EBC. Pieniądz powinien być poza kontrolą polityków, ponieważ ci myślą raczej krótkoterminowo, mając na uwadze co najwyżej przyszłe wybory. Za ich błędy przyjdzie zapłacić nam, naszym dzieciom i kolejnym generacjom. Tak dłużej być nie może.

 

Źródło obrazka: Tajemnice Pieniądza

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *