Publicystyka

Lo Stato è tutto

Podczas konferencji gospodarczej pod tytułem „Odpowiedzialność przedsiębiorców za Polskę”, zorganizowanej 4 lutego w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości, wyłożył niemal w pełni swoją wizję państwa i gospodarki. Wizja ta sprawia, że aż cierpnie człowiekowi skóra.

 

Zdaniem byłego premiera najważniejszą instytucją w naszym życiu jest państwo. Bez państwa bowiem nie byłoby lub nie mogłyby istnieć ani własność, ani rynek, ani pieniądz, ani bezpieczeństwo itd. Można powiedzieć, za Krzysztofem Kononowiczem, że bez państwa zapewne nie byłoby niczego, Słońce przestałoby świecić, a Ziemia obracać się wokół własnej osi czy krążyć po orbicie.

 

Co więcej, Kaczyński stwierdził, że „Państwo musi dysponować zasobami. Ściągać podatki, składki, daniny publiczne. Wolność doznaje tutaj pewnego ograniczenia, bo część owoców działalności gospodarczej musi zostać przejęta przez państwa. To jest konieczność obiektywna, dyskutowalna tylko w zakresie, jak wielkie podatki mają być i jak mają być ściągane”. Faktem jest, że państwo potrzebuje zasobów do swojego funkcjonowania, jak każda organizacja zresztą”. Prezes PiS „zapomniał” jednak dodać, że państwo uzyskuje wszystkie środki na swoje funkcjonowanie w wyniku przymusowego odebrania własności obywatelom, a takie przymusowe odbieranie komuś owoców jego pracy bez jego zgody jest przestępstwem i powinno być karane. Państwo nie może być tutaj żadnym wyjątkiem, o ile nie chcemy doprowadzić do sytuacji, w której na straży własności i bezpieczeństwa ma stać monopolistyczna agencja będąca wywłaszczającym obrońcą własności. Uważam również, że nie jest żadną obiektywną koniecznością sytuacja, w której jedni rabują drugich i to w majestacie prawa. Ponadto, własność jest pierwotna względem państwa i może istnieć niezależnie od niego, o ile rzecz jasna ktoś nie uważa (za Janem Jakubem Rousseau chociażby), że własność jest jedynie prawną konwencją, tworzoną przez stanowione przez państwo prawo pozytywne. Państwo nie tworzy ani własności ani rynku, a co najwyżej je niszczy.

 

Chcąc ubarwić swój wywód dotyczący konieczności istnienia państwa po to, by gwarantowana mogła być własność, były premier posłużył się analogią do świata zwierząt: „Dwa wilki upolowały sarnę. Przybył niedźwiedź, przegonił wilki, zabrał sarnę. Ich prawo własności zostało zakwestionowane. Załóżmy, że to Mandżuria, tam żyją takie wielkie tygrysy. Tygrys mógłby z kolei przybyć i zakwestionować prawo niedźwiedzia. Nie wiadomo, kto by wygrał. Tak byłoby, gdyby nie istniało państwo”. Jakkolwiek tego rodzaju chwyty retoryczne faktycznie mogą przykuwać uwagę, to są zwyczajnie błędne i nietrafione. Ze stwierdzenia, że własność należy chronić i że ludzie potrzebują bezpieczeństwa nie wynika, że musi to robić państwo, czy że tego rodzaju dobra (jak bezpieczeństwo) nie mogą zostać zapewnione przez działające na rynku podmioty. Dla Kaczyńskiego, zafascynowanego jak widać Tomaszem Hobbesem i jego Lewiatanem, państwo jest jak dogmat, jak jeden z najważniejszych elementów wyznawanej przez niego religii. Wiara ma jednak to do siebie, że częstokroć ma niewiele wspólnego z rzeczywistością.

 

Ogólna wymowa wystąpienia Kaczyńskiego wydaje się całkiem prosta i przejrzysta, dająca się sprowadzić do formuły Wszystko w Państwie, nic poza Państwem, nic przeciw Państwu. Sęk w tym, że jest to jeden z filarów doktryny faszystowskiej, sformułowany przez samego Benito Mussoliniego. Zastanawiam się w związku z tym, czy statolatria to dobra droga dla Polski i czy na tym polegać ma „dobra zmiana” w gospodarce…

 

Zdjęcie: Wikimedia Commons

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *