Nauka i Technika Świat

Przedsiębiorca w USA buduje tanie prywatne szkoły

Amerykański przedsiębiorca Bob Luddy, właściciel firmy CaptiveAire, rozbudowuje w USA swoją własną sieć prywatnych szkół, które są tanie i łatwo dostępne. Wszystko dlatego, że w jego oczach amerykański system edukacyjny jest nieskuteczny.

 

Luddy, pochodzący z Karoliny Północnej biznesmen, wzbogacił się na produkcji kuchennych systemów wentylacyjnych. Jego firma posiada fabryki w 6 stanach, a w zeszłym roku przyniosła zysk 400 milionów dolarów. Zainteresowanie edukacją nie wzięło się u niego znikąd. Wielu pracowników CaptiveAire wykazywało poważne braki w wykształceniu, szczególnie jeśli chodzi o matematykę i inne nauki ścisłe, co wpływało negatywnie na efektywność ich pracy.

 

Potrzeba zmian w szkolnictwie wydała się więc oczywistością. Na początku Bob Luddy zgłosił się na ochotnika do stanowej komisji, gdzie podjął dyskusję z urzędnikami, wyjaśniając im z jakimi problemami ma do czynienia i jak można by im zapobiec. Jak stwierdził Luddy: „Komisja z chęcią dyskutowała o moich pomysłach, lecz nie zamierzała wprowadzić żadnego z nich w życie”.

 

Niezrażony zignorowaniem przez stanowych urzędników, Luddy dalej próbował wpływać na stan edukacji. W 1997 roku wystartował on w wyborach do lokalnej rady szkolnej, lecz nie został wybrany. Wtedy właśnie zaczął szukać alternatyw dla standardowego szkolnictwa publicznego.

 

Tuż po tych wydarzeniach właściciel CaptiveAire założył Franklin Academy, szkołę o poziomie licealnym. Obecnie szkoła ta nie tylko jest bardzo popularna, lecz jest także trzecią największą szkołą czarterową ze stu istniejących w Północnej Karolinie. Szkoły w systemie czarterowym otrzymują fundusze z budżetu, lecz jednocześnie działają niezależnie od lokalnego systemu szkół publicznych. W większości, tak jak Franklin Academy, są to szkoły posiadane przez prywatnych właścicieli.

 

Bob Luddy nie był jednakże usatysfakcjonowany tym rozwiązaniem. „Szkoły czarterowe są o wiele lepsze niż szkoły publiczne, lecz prędzej czy później biurokraci przygniotą je kolejnymi regulacjami” stwierdził. Idąc za ciosem postanowił więc założyć już nie jedną szkołę, lecz całą ich sieć o nazwie Thales Academy. Tym razem były to nie tylko szkoły odpowiadające naszemu poziomowi licealnemu, lecz także gimnazjalnemu i podstawowemu.

 

Szkoły Thales Academy są oczywiście prywatne, lecz jednocześnie działają na zasadzie non-profit. W przeciwieństwie do większości prywatnych szkół, czesne ma być możliwe do spłacenia dla większości rodzin w regionie. Obecnie opłata za czesne szkoły podstawowej wynosi 5300 dolarów, podczas gdy do szkół na poziomie gimnazjalnym i licealnym 6000 dolarów. Od rodziców nie są pobierane żadne dodatkowe opłaty, nie są też prowadzone zbiórki na żadne dodatkowe cele, a w różnych wypadkach, np. gdy do szkoły zgłaszane jest rodzeństwo, oferowane są zniżki. Poza tym sam właściciel dostarcza pomocy finansowej 6% uczniów może ona pokryć nawet do połowy kosztów czesnego.

 

Budżet sieci szkół jest zbalansowany (poza momentami gdy budowane są nowe ośrodki, wtedy właściciel musi dokonywać jednorazowych inwestycji), co jest ewenementem jeśli chodzi o amerykańską edukację. Jest kilka czynników, które wpływają na tak wyjątkową sytuację. Po pierwsze, szkoły Thales Academy nie obsługują dzieci z poważnymi niepełnosprawnościami oszczędza to znacznych wydatków m.in. na dostosowanie budynków i inne specjalne potrzeby. Jak podkreśla Luddy, niepełnosprawni mają już w Północnej Karolinie dostęp do atrakcyjnego systemu bonów edukacyjnych i specjalnych grantów.

 

Po drugie, o wiele mniej pieniędzy przeznaczane jest na samą infrastrukturę. Gdy w 2013 została otwarta nowa publiczna szkoła w jednym z północno-karolińskich miast, Rolesville, to koszty jej budowy sięgnęły 76 milionów dolarów. Niecały rok później w tej samej okolicy otwarta została szkoła Thales Academy, której koszty budowy sięgnęły… 9 milionów dolarów. W przeliczeniu na liczbę obsługiwanych uczniów szkoła Luddy’ego była dwa razy tańsza. Zasadnicza różnica polega na braku zbędnej infrastruktury sportowej (osobne boiska do tenisa, footballu i baseballu w przypadku Rolesville) oraz audytorium, które znacznie zwiększa koszty ogrzewania i klimatyzacji. „Dzisiejsze szkoły przypominają bardziej kompleksy sportowe niż ośrodki edukacji” – stwierdził Luddy.

 

Kolejną oszczędnością jest ograniczenie liczby zbędnego personelu. Szkoły Thales Academy nie posiadają bufetu i ludzi koniecznych do jego obsługi, ani systemu autobusowego, dzięki czemu nie muszą zatrudniać kierowców. Jednocześnie ograniczona jest liczba nauczycieli, którzy zorganizowani są tak, by uczyć stosunkowo duże klasy w systemie „direct instruction”. Polega on na dokładnym zaplanowaniu każdej lekcji oraz grupowaniu uczniów według poziomu ich umiejętności. Bob Luddy uważa, że taki system nie tylko pozwala zaoszczędzić pieniądze, które ostatecznie zapłacić i tak muszą rodzice uczniów, lecz jest także bardziej efektywny niż coraz bardziej popularne małe klasy, w których poświęca się uwagę indywidualnie każdemu z uczniów. Sam system „direct instruction” był już obiektem badań naukowych, a jego praktyczne aspekty są rozwijane i dopracowywane od lat 60.

 

Przez 10 lat swojej działalności szkoły Luddy’ego osiągnęły duży sukces. Obecnie w sieci Thales Academy działa 25 szkół, a planowana ekspansja obejmuje stany Georgia, Tennessee i Floryda. „W biznesie patrzy się na wyniki. Czy zwiększyła się nasza sprzedaż, czy nasi klienci są zadowoleni. Szkoły nie patrzą w ten sposób. Mamy duży gmach, mamy infrastrukturę sportową. To wszystko jest tylko wkład finansowy” podkreśla Luddy. Jego szkoły mają zmienić to podejście: „Stary system edukacji ulega stopniowemu rozkładowi, więc jednym z moich celów jest stworzenie przykładu, za którym inni będą mogli podążyć”.

 

Źródła: reason.com, franklinacademy.org, thalesacademy.org

Zdjęcie: flickr.com

Komentarze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *